Rodzaj: oneshot, fluff
Uwagi: ---
_______________
Obraz przedstawiający obejmującą się parę
zamigotał i nagle zniknął. Projektor przestał wydawać z siebie cichy charkot. W
pokoju zrobiło się ciemno i cicho. Kanapa skrzypnęła, czyjeś stopy utonęły w
puszystym dywanie. Po kilkusekundowym „tup, tup” żarówka w żyrandolu zajarzyła
się ostrym, żółtym światłem i Lucy zmrużyła oczy, krzywiąc się boleśnie.
- Dlaczego tak z zaskoczenia? –
jęknęła, pokładając się na kanapie i ukrywając twarz w poduszce. Winny
naciśnięcia przełącznika od światła, poczochrał jej włosy z tyłu głowy, mówiąc
– Wstawaj, buraku - Lucy mruknęła
niewyraźnie w geście zaprzeczenia. – Wstawaj – Sehun walnął się wprost na jej
plecy, sprawiając, że podniosła głowę oburzona.
- Złaź ze mnie, słoniu! –
sapnęła, ledwo łapiąc oddech. – Jesteś strasznie ciężki! – blondyn skwitował to
gromkim śmiechem. – Jak mnie połamiesz to nigdy nie wstanę – kłóciła się z nim
dalej Lucy.
- Niepołamana też nie wstaniesz –
stwierdził chłopak zgodnie z prawdą. Za dobrze ją znał, żeby żywić nadzieję, że
tak łatwo zwlecze się z kanapy i to w takiej chwili. Zagrania Lucy w stylu
sześcioletniej dziewczynki pt. „jak najdłużej kogoś przetrzymać” były raczej
śmieszne, ale godne podziwu stanowił fakt, że niejednokrotnie jej się to
udawało. Jednak tym razem nie zamierzał dać się podejść.
- Ah – sarknęła dziewczyna,
wiercąc się w miejscu. Może i Sehun wyglądał jakby miał anoreksję, ale wcale
nie ważył tyle co chucherko, szczególnie miażdżąc jej kręgosłup. – Nie nauczę
się tańczyć! – jęknęła zrozpaczona.
- I tak się nie nauczysz – wykpił
ją blondyn. – Masz dwie lewe nog… - nim dane było mu dokończyć z impetem odbił
się od podłogi. Dywan już nie wydawał się być tak niebiańsko miękki.
- Nie będzie mi brakowało twoich
komplementów – rzekła Lucy, górując nad nim. Zamiast obejść go dookoła, z racji
tego, że tarasował jej przejście, nastąpiła mu stopą na brzuch. Sehun jęknął,
zwijając się w kłębek. – Oj, nie chciałam – dziewczyna zakryła sobie usta
zszokowana, po czym tanecznym krokiem wyszła z pokoju, by w progu kuchni
zachichotać pod nosem. Jednak kiedy przypomniała sobie, co ma zaraz nastąpić,
mina jej zrzedła.
- Zrób mi herbatę – Sehun wszedł
do kuchni, czochrając swoje włosy od tyłu i mrużąc jedno oko. Był zmęczony, ale
wiedział, że jeśli się położy to za nic w świecie nie zdąży na samolot.
- Sam sobie zrób – prychnęła
Lucy, opierając się o blat. Czekała aż woda zacznie wrzeć w czajniku, ale to
było bez znaczenia. Miał własne rączki. – Już cię brzuch nie boli? – spojrzała
na niego podejrzliwie. Gdyby nie była zła, musiałaby przyznać, że wyglądał
przystojnie w tym wymiętym białym podkoszulku i podartych dżinsach. Zresztą
kiedy tak nie było…
- Właśnie boli – jęknął chłopak,
doskonale udając grymas bólu na twarzy. – Dlatego zrób mi. Zrób mi. Zrób mi.
Zrób – jego spojrzenie było tak wymowne, że na odmowę zdobyłby się mało kto. On
również miał swoje techniki na niewinnego chłopca, na które niestety
wielokrotnie nabierała się i ona. –
Najlepiej miętową – uśmiechnął się szeroko, sprawiając, że Lucy omal nie
wyrosły skrzydełka u stóp.
- Mów do ręki z tym uśmiechem –
wyciągnęła w jego stronę otwartą dłoń. Odwróciła się do niego tyłem, żeby zdjąć
czajnik z gazu. Dwa kroki dalej musiała stanąć na palcach, by dosięgnąć dużych
kubków. – Oh, no kto je kładzie tak wysoko – mruknęła do siebie pod nosem
niezadowolona i zamarła, kiedy blondyn znalazł się tuż za nią, małpując jej
ruchy. Ich skóra stykała się ze sobą, przewodząc dziwne prądy. Czuła jego
oddech na sobie, który sprawiał, że w trymiga powlekła ją gęsia skórka.
Ściągnął ich dwa ulubione czerwone kubki w niebieskie kropki, wiedząc, że wybrała
je specjalnie, by jak najdłużej go zatrzymać i na samą myśl uśmiechnął się do
siebie.
- Proszę - jego szept sprawił, że
zadrżała. Był tak niebezpiecznie blisko, co jednocześnie sprawiło, że stado
motylków, ni stąd ni zowąd, pojawiło się w jej brzuchu, by poobijać się trochę
o serce i inne narządy wewnętrzne. To uczucie nie zwiastowało niczego dobrego.
Nie w takiej chwili, kiedy wiedziała, że on zaraz pryśnie niczym bańka mydlana.
– Zrób mi herbatę – nim zdążyła pomyśleć nad tym co zrobić lub co powiedzieć
Sehun odsunął się od niej z pretensjonalnym tonem. Typowe. Nie odwracając się w jego stronę, chociaż czując jego
palące spojrzenie na swoich plecach, wrzuciła torebkę do kubka, by zaraz zalać
ją wrzątkiem.
- Masz i się poparz – wręczyła mu
ją z sardonicznym uśmiechem i wróciła do przyrządzania swojego cappuccino.
- Nawzajem – Sehun wytknął do
niej język, siadając przy stole. Za oknem rozciągała się kompletna ciemność,
nawet księżyc nie raczył się wyłonić. Czyżby miało zacząć padać? – Mogłabyś być
miła chociaż ten jeden dzień w roku – ton jakim wypowiedział to zdanie wybił ją
z rytmu. Minęła dłuższa chwila nim ocknęła się i odwróciła, by na niego
spojrzeć. Zapach czekoladowego cappuccino szybko wypełnił kuchnię, nęcąc ich
nozdrza.
- Czyżby uczeń przerósł mistrza?
– zapytała sarkastycznie, uśmiechając się półgębkiem. – Zapomniałeś już, jak
marudziłam ci, że jest mi zimno, a ty kupiłeś mi colę? – wytknęła mu. To był
suchar roku. Kiedy wręczył jej puszkę coca coli z lodówki z wielkim uśmiechem na
twarzy, jakby co najmniej przyniósł ze sobą kaloryfer. – A potem sam ją
wypiłeś? - Wredny…
- Dałem ci przecież moją kurtkę –
zaprotestował blondyn, uderzając otwartą dłonią w stół.
- Dałeś, phi – prychnęła Lucy,
dosiadając się do niego. – Musiałam ją z ciebie zerwać.
- A teraz nie jest ci zimno? –
spytał Sehun ni stąd ni zowąd. Dziewczyna podniosła na niego wzrok zdziwiona.
- A co? – zmarszczyła brwi, nie
do końca rozumiejąc do czego ten zmierza.
- Bo mogłabyś zerwać ze mnie
ubranie, skoro tak bardzo lubisz to robić – wyszczerzył się jak głupi,
wprawiając Lucy w zakłopotanie. Szatynka spuściła głowę, próbując ukryć
rumieńce, które chcąc nie chcąc, w sekundę pokryły jej twarz.
- Zdajesz sobie sprawę, jak
bardzo niemoralne jest to, co właśnie powiedziałeś? – wymruczała, właściwie nie
panując nad tym, co wypływa z jej ust. Nie zdążyła ugryźć się w język. Te myśli
same wyfrunęły na spotkanie z rzeczywistością. Sehun przykuty do kubka z
herbatą na chwilę przerwał proceder ochładzania jej, by spojrzeć na Luc i wybuchnąć gromkim śmiechem.
- Uwielbiam jak za pomocą swojej
inteligencji próbujesz wybrnąć z zakłopotania – skwitował, odkładając kubek na
podstawkę. – Ale mówiłem poważnie – rzekł zbijając Lucy z pantałyku i na
dodatek nie odwracając od niej swojego płomiennego wzroku. Oczu, w których
można było utonąć jak w mrocznej otchłani i nigdy się już stamtąd nie wydostać.
- Przynieść nożyczki? –
postanowiła obrócić to wszystko w żart, nie wiedząc na czym stoi. Co jest grane. Czy to spóźnione prima aprilis?
Bardzo typowe dla Sehuna zagranie.
- Nożyczki? – zaśmiał się
perliście chłopak. Czy nawet ten dźwięk musiał przyprawiać ją o szybsze bicie
serca? Nie. Potrząsnęła głową, by
odgonić te myśli, jednocześnie przybierając rozbawiony wyraz twarzy, żeby je
ukryć. Jesteśmy przyjaciółmi. Przyjaciele
nie robią takich rzeczy. – Chcesz mnie nimi pociąć, czy coś? – spytał po
chwili z niepokojem.
- Jeżeli myślisz, że zerwę z
ciebie ubrania bez nożyczek to przeceniasz moją siłę – pomacała swoje ramiona w
miejscach gdzie powinny być mięśnie, ale ich nie było.
- Wolałbym nie dawać ci do rąk
ostrych rzeczy – stwierdził lekko zaniepokojony Sehun. – Z reguły źle się to
kończy.
- Ej – sarknęła Lucy. – Zrobiłam
ci herbatę! I jak mi się odpłacasz? – rzuciła oskarżycielsko, robiąc obrażoną
minę.
- Kazałaś mi się nią poparzyć –
mogli się tak przedrzeźniać do rana, a przecież każde z nich pamiętało o tym,
że nie doczekają wspólnie do świtu. Wtedy każde z nich będzie w innym miejscu.
- I nie zmieniłam zdania –
odparła naburmuszona, przyklejając się do swojego cappuccino. Zapadła cisza,
którą przerywało jedynie złowrogie tykanie zegara naściennego. Kiedy opróżnili
ogromne kubki z ich zawartości, Sehun wstał bez słowa, by skończyć się pakować.
*
- Co się tak skradasz? – podniósł
na nią swoją blond głowę, kiedy dostrzegł kątem oka, że Lucy czai się za
framugą drzwi od pokoju. – Próbujesz rzucić na mnie jakąś klątwę, czy coś? –
zasugerował z krzywym uśmiechem . Pokręciła głową, po czym schowała twarz w
dłoniach, opierając je o białe drewno.
- Po prostu nie cierpię kiedy
wyjeżdżasz – wyjęczała cicho.
- Możesz powtórzyć? Nie
dosłyszałem – Sehun wyprostował się na moment zaprzestając upychania rzeczy w
obszernej walizce.
- Cieszę się, że wyjeżdżasz –
odpowiedziała nieco głośniej, spoglądając na niego kątem oka. Wiedziała, że ją
wrabia. Oh Sehun miał doskonały słuch.
- Zdawało mi się, że przed chwilą
powiedziałaś coś innego – uśmiechnął się łobuzersko.
- Zdawało, to dobre określenie
- odparła Luc, bijąc się z własnymi
myślami. Dlaczego nie potrafiła się przemóc? Dlaczego coś mocno powstrzymywało
ją od tego, czego pragnęła, choć miała to na wyciągnięcie ręki? Blondyn
podszedł do niej i ni stąd ni zowąd, przytulił ją mocno do siebie. – Czy ty za
wszelką cenę chcesz mnie dzisiaj zabić? – wysapała dziewczyna, ledwo łapiąc
oddech. Zniszczyć nie tyle fizycznie, co
mentalnie…
- Też nie cierpię wyjeżdżać –
rzucił całkowicie ignorując jej słowa. Jego głos, bliskość, zapach, to wszystko
przyprawiało ją o zawrót głowy. – I mam nadzieję, że będziesz za mną tęsknić –
dodał typowym dla siebie chłodnym i zarazem wrednym tonem.
- No, wiesz… - wymamrotała Lucy,
obijając nosem o jego ramię. – Ten sąsiad z dwójki… - to stało się tak szybko,
że nie zdążyła zanotować. Miał miękkie usta i ciepły oddech. Jego ręce błądzące
po całym jej ciele sprawiły, że zrobiło jej się gorąco i nagle w pokoju stało
się bardzo duszno. Nie było między czym wybierać. Oczywiste było, że odwzajemni
jego pocałunki, nawet jeśli jej rozum krzyczał w tym momencie coś całkiem
innego.
Och, cicho, starała się uciszyć głos rozsądku. Kupuję wilczy bilet do tego nieba!
- Wspominałaś coś – mówił w
przerwach między namiętnymi pocałunkami. – o jakimś sąsiedzie?
_______________
To zdecydowanie jak na razie mój ulubiony oneshot! :D Zabawny i słodki... Idealny!! ;)
OdpowiedzUsuń