5/07/2014

I hate this time when we must say goodbye

Bohaterowie: Sehun, OC
Rodzaj: oneshot, fluff
Uwagi: ---


_______________


              Obraz przedstawiający obejmującą się parę zamigotał i nagle zniknął. Projektor przestał wydawać z siebie cichy charkot. W pokoju zrobiło się ciemno i cicho. Kanapa skrzypnęła, czyjeś stopy utonęły w puszystym dywanie. Po kilkusekundowym „tup, tup” żarówka w żyrandolu zajarzyła się ostrym, żółtym światłem i Lucy zmrużyła oczy, krzywiąc się boleśnie.
- Dlaczego tak z zaskoczenia? – jęknęła, pokładając się na kanapie i ukrywając twarz w poduszce. Winny naciśnięcia przełącznika od światła, poczochrał jej włosy z tyłu głowy, mówiąc – Wstawaj, buraku  - Lucy mruknęła niewyraźnie w geście zaprzeczenia. – Wstawaj – Sehun walnął się wprost na jej plecy, sprawiając, że podniosła głowę oburzona.
- Złaź ze mnie, słoniu! – sapnęła, ledwo łapiąc oddech. – Jesteś strasznie ciężki! – blondyn skwitował to gromkim śmiechem. – Jak mnie połamiesz to nigdy nie wstanę – kłóciła się z nim dalej Lucy.
- Niepołamana też nie wstaniesz – stwierdził chłopak zgodnie z prawdą. Za dobrze ją znał, żeby żywić nadzieję, że tak łatwo zwlecze się z kanapy i to w takiej chwili. Zagrania Lucy w stylu sześcioletniej dziewczynki pt. „jak najdłużej kogoś przetrzymać” były raczej śmieszne, ale godne podziwu stanowił fakt, że niejednokrotnie jej się to udawało. Jednak tym razem nie zamierzał dać się podejść.
- Ah – sarknęła dziewczyna, wiercąc się w miejscu. Może i Sehun wyglądał jakby miał anoreksję, ale wcale nie ważył tyle co chucherko, szczególnie miażdżąc jej kręgosłup. – Nie nauczę się tańczyć! – jęknęła zrozpaczona.
- I tak się nie nauczysz – wykpił ją blondyn. – Masz dwie lewe nog… - nim dane było mu dokończyć z impetem odbił się od podłogi. Dywan już nie wydawał się być tak niebiańsko miękki.
- Nie będzie mi brakowało twoich komplementów – rzekła Lucy, górując nad nim. Zamiast obejść go dookoła, z racji tego, że tarasował jej przejście, nastąpiła mu stopą na brzuch. Sehun jęknął, zwijając się w kłębek. – Oj, nie chciałam – dziewczyna zakryła sobie usta zszokowana, po czym tanecznym krokiem wyszła z pokoju, by w progu kuchni zachichotać pod nosem. Jednak kiedy przypomniała sobie, co ma zaraz nastąpić, mina jej zrzedła.

           - Zrób mi herbatę – Sehun wszedł do kuchni, czochrając swoje włosy od tyłu i mrużąc jedno oko. Był zmęczony, ale wiedział, że jeśli się położy to za nic w świecie nie zdąży na samolot.
- Sam sobie zrób – prychnęła Lucy, opierając się o blat. Czekała aż woda zacznie wrzeć w czajniku, ale to było bez znaczenia. Miał własne rączki. – Już cię brzuch nie boli? – spojrzała na niego podejrzliwie. Gdyby nie była zła, musiałaby przyznać, że wyglądał przystojnie w tym wymiętym białym podkoszulku i podartych dżinsach. Zresztą kiedy tak nie było…
- Właśnie boli – jęknął chłopak, doskonale udając grymas bólu na twarzy. – Dlatego zrób mi. Zrób mi. Zrób mi. Zrób – jego spojrzenie było tak wymowne, że na odmowę zdobyłby się mało kto. On również miał swoje techniki na niewinnego chłopca, na które niestety wielokrotnie nabierała się i ona.  – Najlepiej miętową – uśmiechnął się szeroko, sprawiając, że Lucy omal nie wyrosły skrzydełka u stóp.
- Mów do ręki z tym uśmiechem – wyciągnęła w jego stronę otwartą dłoń. Odwróciła się do niego tyłem, żeby zdjąć czajnik z gazu. Dwa kroki dalej musiała stanąć na palcach, by dosięgnąć dużych kubków. – Oh, no kto je kładzie tak wysoko – mruknęła do siebie pod nosem niezadowolona i zamarła, kiedy blondyn znalazł się tuż za nią, małpując jej ruchy. Ich skóra stykała się ze sobą, przewodząc dziwne prądy. Czuła jego oddech na sobie, który sprawiał, że w trymiga powlekła ją gęsia skórka. Ściągnął ich dwa ulubione czerwone kubki w niebieskie kropki, wiedząc, że wybrała je specjalnie, by jak najdłużej go zatrzymać i na samą myśl uśmiechnął się do siebie.
- Proszę - jego szept sprawił, że zadrżała. Był tak niebezpiecznie blisko, co jednocześnie sprawiło, że stado motylków, ni stąd ni zowąd, pojawiło się w jej brzuchu, by poobijać się trochę o serce i inne narządy wewnętrzne. To uczucie nie zwiastowało niczego dobrego. Nie w takiej chwili, kiedy wiedziała, że on zaraz pryśnie niczym bańka mydlana. – Zrób mi herbatę – nim zdążyła pomyśleć nad tym co zrobić lub co powiedzieć Sehun odsunął się od niej z pretensjonalnym tonem. Typowe. Nie odwracając się w jego stronę, chociaż czując jego palące spojrzenie na swoich plecach, wrzuciła torebkę do kubka, by zaraz zalać ją wrzątkiem.
- Masz i się poparz – wręczyła mu ją z sardonicznym uśmiechem i wróciła do przyrządzania swojego cappuccino.
- Nawzajem – Sehun wytknął do niej język, siadając przy stole. Za oknem rozciągała się kompletna ciemność, nawet księżyc nie raczył się wyłonić. Czyżby miało zacząć padać? – Mogłabyś być miła chociaż ten jeden dzień w roku – ton jakim wypowiedział to zdanie wybił ją z rytmu. Minęła dłuższa chwila nim ocknęła się i odwróciła, by na niego spojrzeć. Zapach czekoladowego cappuccino szybko wypełnił kuchnię, nęcąc ich nozdrza.
- Czyżby uczeń przerósł mistrza? – zapytała sarkastycznie, uśmiechając się półgębkiem. – Zapomniałeś już, jak marudziłam ci, że jest mi zimno, a ty kupiłeś mi colę? – wytknęła mu. To był suchar roku. Kiedy wręczył jej puszkę coca coli z lodówki z wielkim uśmiechem na twarzy, jakby co najmniej przyniósł ze sobą kaloryfer. – A potem sam ją wypiłeś? - Wredny…
- Dałem ci przecież moją kurtkę – zaprotestował blondyn, uderzając otwartą dłonią w stół.
- Dałeś, phi – prychnęła Lucy, dosiadając się do niego. – Musiałam ją z ciebie zerwać.
- A teraz nie jest ci zimno? – spytał Sehun ni stąd ni zowąd. Dziewczyna podniosła na niego wzrok zdziwiona.
- A co? – zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc do czego ten zmierza.
- Bo mogłabyś zerwać ze mnie ubranie, skoro tak bardzo lubisz to robić – wyszczerzył się jak głupi, wprawiając Lucy w zakłopotanie. Szatynka spuściła głowę, próbując ukryć rumieńce, które chcąc nie chcąc, w sekundę pokryły jej twarz.
- Zdajesz sobie sprawę, jak bardzo niemoralne jest to, co właśnie powiedziałeś? – wymruczała, właściwie nie panując nad tym, co wypływa z jej ust. Nie zdążyła ugryźć się w język. Te myśli same wyfrunęły na spotkanie z rzeczywistością. Sehun przykuty do kubka z herbatą na chwilę przerwał proceder ochładzania jej, by spojrzeć na Luc  i wybuchnąć gromkim śmiechem.
- Uwielbiam jak za pomocą swojej inteligencji próbujesz wybrnąć z zakłopotania – skwitował, odkładając kubek na podstawkę. – Ale mówiłem poważnie – rzekł zbijając Lucy z pantałyku i na dodatek nie odwracając od niej swojego płomiennego wzroku. Oczu, w których można było utonąć jak w mrocznej otchłani i nigdy się już stamtąd nie wydostać.
- Przynieść nożyczki? – postanowiła obrócić to wszystko w żart, nie wiedząc na czym stoi. Co jest grane. Czy to spóźnione prima aprilis? Bardzo typowe dla Sehuna zagranie.
- Nożyczki? – zaśmiał się perliście chłopak. Czy nawet ten dźwięk musiał przyprawiać ją o szybsze bicie serca? Nie. Potrząsnęła głową, by odgonić te myśli, jednocześnie przybierając rozbawiony wyraz twarzy, żeby je ukryć. Jesteśmy przyjaciółmi. Przyjaciele nie robią takich rzeczy. – Chcesz mnie nimi pociąć, czy coś? – spytał po chwili z niepokojem.
- Jeżeli myślisz, że zerwę z ciebie ubrania bez nożyczek to przeceniasz moją siłę – pomacała swoje ramiona w miejscach gdzie powinny być mięśnie, ale ich nie było.
- Wolałbym nie dawać ci do rąk ostrych rzeczy – stwierdził lekko zaniepokojony Sehun. – Z reguły źle się to kończy.
- Ej – sarknęła Lucy. – Zrobiłam ci herbatę! I jak mi się odpłacasz? – rzuciła oskarżycielsko, robiąc obrażoną minę.
- Kazałaś mi się nią poparzyć – mogli się tak przedrzeźniać do rana, a przecież każde z nich pamiętało o tym, że nie doczekają wspólnie do świtu. Wtedy każde z nich będzie w innym miejscu.
- I nie zmieniłam zdania – odparła naburmuszona, przyklejając się do swojego cappuccino. Zapadła cisza, którą przerywało jedynie złowrogie tykanie zegara naściennego. Kiedy opróżnili ogromne kubki z ich zawartości, Sehun wstał bez słowa, by skończyć się pakować.

*

              - Co się tak skradasz? – podniósł na nią swoją blond głowę, kiedy dostrzegł kątem oka, że Lucy czai się za framugą drzwi od pokoju. – Próbujesz rzucić na mnie jakąś klątwę, czy coś? – zasugerował z krzywym uśmiechem . Pokręciła głową, po czym schowała twarz w dłoniach, opierając je o białe drewno.
- Po prostu nie cierpię kiedy wyjeżdżasz – wyjęczała cicho.
- Możesz powtórzyć? Nie dosłyszałem – Sehun wyprostował się na moment zaprzestając upychania rzeczy w obszernej walizce.
- Cieszę się, że wyjeżdżasz – odpowiedziała nieco głośniej, spoglądając na niego kątem oka. Wiedziała, że ją wrabia. Oh Sehun miał doskonały słuch.
- Zdawało mi się, że przed chwilą powiedziałaś coś innego – uśmiechnął się łobuzersko.
- Zdawało, to dobre określenie -  odparła Luc, bijąc się z własnymi myślami. Dlaczego nie potrafiła się przemóc? Dlaczego coś mocno powstrzymywało ją od tego, czego pragnęła, choć miała to na wyciągnięcie ręki? Blondyn podszedł do niej i ni stąd ni zowąd, przytulił ją mocno do siebie. – Czy ty za wszelką cenę chcesz mnie dzisiaj zabić? – wysapała dziewczyna, ledwo łapiąc oddech. Zniszczyć nie tyle fizycznie, co mentalnie…
- Też nie cierpię wyjeżdżać – rzucił całkowicie ignorując jej słowa. Jego głos, bliskość, zapach, to wszystko przyprawiało ją o zawrót głowy. – I mam nadzieję, że będziesz za mną tęsknić – dodał typowym dla siebie chłodnym i zarazem wrednym tonem.
- No, wiesz… - wymamrotała Lucy, obijając nosem o jego ramię. – Ten sąsiad z dwójki… - to stało się tak szybko, że nie zdążyła zanotować. Miał miękkie usta i ciepły oddech. Jego ręce błądzące po całym jej ciele sprawiły, że zrobiło jej się gorąco i nagle w pokoju stało się bardzo duszno. Nie było między czym wybierać. Oczywiste było, że odwzajemni jego pocałunki, nawet jeśli jej rozum krzyczał w tym momencie coś całkiem innego.

           Och, cicho, starała się uciszyć głos rozsądku. Kupuję wilczy bilet do tego nieba!



          - Wspominałaś coś – mówił w przerwach między namiętnymi pocałunkami. – o jakimś sąsiedzie?

_______________

1 komentarz:

  1. To zdecydowanie jak na razie mój ulubiony oneshot! :D Zabawny i słodki... Idealny!! ;)

    OdpowiedzUsuń