5/22/2014

Sernik bez bokserek

Bohaterowie: Daehyun (BAP), OC
Rodzaj: oneshot, fluff
Uwagi: Brak, ale mam nadzieję, że ktoś, kto kiedyś tu wejdzie, uśmiechnie się czytając. I to nie tylko na tym shocie, ale i na innych~ Tak, bardzo chcę, żeby ktoś z Was uśmiechnął się choćby dzięki jednemu zdaniu w naszej pracy. Dziękuję :)





_______________

                Garnek, rondel, trzepaczka, sitko, mikser, drewniana łyżka, garnek, garnek i… o! Kolejny garnek. Maszynka do ryżu, bokserki, miska...

- Co?

Lucy zmarszczyła brwi i cofnęła się o jedną szafkę. Spojrzała jeszcze raz na jej zawartość i z lekkim zdziwieniem, – tak, lekkim, bo z tymi chłopakami już nic nie było ją chyba w stanie bardzo zaskoczyć – wyjęła z niej kawałek materiału w królicze wzorki. Obejrzała je z każdej strony, kręcąc tylko głową, bo na nic innego nie była się w stanie zdobyć. Czasami naprawdę zastanawiała się, jakim cudem nie ugotowali jeszcze swoich ciuchów, a do pralki nie wrzucili ryżu. Ale cóż, całe szczęście, że bokserki były chociaż wyprane, a przy okazji pomogły jej znaleźć blachę do ciasta, której tak zawzięcie szukała przez ostatnie dziesięć minut. Blachę wyjęła, bokserki wrzuciła z powrotem na półkę(bo przecież ani by pomyślała pozbawić tych sześciu głupków, tak lubianej przez nich czynności, jaką było sprzątanie) i zadowolona wróciła do swojej pracy.

                Co tak właściwie zamierzała zrobić? Nic wyjątkowego. Zwykły sernik, który odkąd pamiętała, przygotowywała razem z mamą na święta Bożego Narodzenia. Wprawdzie teraz był czerwiec, więc ze świętami raczej miało to niewiele wspólnego, ale kto powiedział, że ciasto trzeba robić raz do roku? Oczywiście na pewno nie ona, a już tym bardziej nie osoba, dla której owy sernik był przygotowywany.

                Otworzyła piekarnik a po kuchni momentalnie rozniósł się słodki zapach świeżo pieczonego ciasta. Wyjęła blachę ostrożnie stawiając ją na stole i z dumą spojrzała na nowe „dzieło”. Nie żeby nie ufała swoim umiejętnościom cukierniczym, ale tym razem śmiało mogła przyznać, że wypiek wyglądał nadzwyczaj… smakowicie. Teraz musiał tylko wystygnąć zanim…

                Poczuła delikatne muśnięcie na karku, a uśmiech mimowolnie wkradł się na jej usta. Jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz, a ona sama ostatkiem sił powstrzymała się od cichego westchnięcia.

- Kiepski z ciebie ninja. – powiedziała, odkładając parę rękawic na stół.

- A z ciebie wspaniała kucharka – usłyszała zza swoich pleców.

Zaśmiała się dźwięcznie, gdy obok blachy jakby znikąd pojawił się chłopak. Nachylił się nad ciastem i wziął głęboki oddech, delektując się przyjemną wonią. Pokręciła głową na ten widok, ale uśmiech nie schodził jej z twarzy. Sama lubiła sernik, jednak nie mogło się to w żadnej mierze równać do miłości jaką darzył to ciasto… jak i w sumie większość jedzenia na tym świecie, Daehyun. Tak. Niezaprzeczalnie, kochał jeść wszystko co mu wpadło w ręce. No dobra. Prawie wszystko.

                Z drugiej strony, kiedy tylko sernik pojawiał się na horyzoncie i dostatecznie blisko jego osoby, to choćby się waliło, paliło albo któryś z chłopaków topił w toalecie, Daehyun najpierw zajął by się ciastem, a dopiero później całą resztą świata. Z tego względu bohater byłby z niego marny. Ale Lucy  miała swoje sposoby na przypomnienie chłopakowi o swojej egzystencji. I był to choćby sam fakt, że to ona piekła najlepsze serniki w Seulu. Oczywiście to było zdanie chłopców, nie jej, ale nie mogła zaprzeczyć, że ogromnie jej to schlebiało.

- Sernik też się cieszy, że cię widzi. – odchrząknęła, a kiedy nie otrzymała odpowiedzi, dodała – Jak chcesz pobyć z nim trochę sam na sam, to ja jak zwykle będę w salonie.

                Nie musiała długo czekać. Właściwie nawet nie zdążyła zrobić dwóch kroków, a ciepłe dłonie oplotły jej talię, łagodnie przysuwając do siebie. Chcąc nie chcąc, obróciła się w ramionach chłopaka, stając twarzą w twarz ze swoim wiecznie głodnym ninja. Powiodła wzrokiem od jego butów, spodni, przez granatowy sweter, na czapce odwróconej daszkiem do tyłu kończąc. No tak. Czego ona się spodziewała? Przecież to jasne, że jak zwykle będzie wyglądał lepiej niż powinien.

- Gdzieś się wybierasz? – zapytał, uroczo przekrzywiając przy tym głowę.

- Zamierzałam do salonu, przywitać z resztą. – pokazała na drzwi – A ty czasem nie miałeś ochoty  pożreć czegoś wzrokiem? – odparła z sarkazmem i pokazała mu język.

Zmrużył oczy, jakby przez chwilę zastanawiając się co właśnie do niego powiedziała. Potem, bardzo powoli zmierzył ją wzrokiem od dołu do góry, by w końcu z jednym ze swoich łobuzerskich uśmiechów zatrzymać spojrzenie na jej ustach.

Lucy szybko zrozumiała swój błąd i interpretację własnych słów w jego głowie. Ech. Głupek.

- Mówiłam o serniku, ninja. – przyłożyła mu rękawicą w ramię.

Teraz to on zaśmiał się na widok tych uroczych, choć marnych, prób uszkodzenia go kawałkiem materiału. Naprawdę nie zamierzał jej denerwować już na wejściu i na pewno po ciężkiej pracy jaką włożyła w upieczenie ciasta, ale jej słowa same prosiły się o choćby najmniejszy komentarz.

- Oj, spokojnie. – przyciągnął ją do siebie, odgarniając niesforny kosmyk z jej twarzy – Nie wiesz, że złość piękności szkodzi? – mruknął tuż przy jej uchu, za co usłyszał ciche prychnięcie. Rzecz jasna, nie mógł zostawić swojej księżniczki w złym humorze. A co jeśli już nie upiekłaby mu więcej sernika? Nie, na to nie mógł sobie pozwolić, dlatego nachylił się i równie delikatnie jak poprzednio, musnął ustami jej szyję.

                Westchnęła. Przeklęte westchnięcie, które nie miało prawda się z niej wydostać. Szlag by to! Pierwszy raz naprawdę chciała, żeby chłopak zainteresował się sernikiem, a nie nią. A przynajmniej nie tutaj i nie w tej chwili, kiedy każdy z reszty chłopaków może sobie wparować do kuchni jak gdyby nigdy nic.

                Otworzyła oczy, które nawet nie miała pojęcia kiedy tak właściwie zamknęła, co wcale nie okazało się być dobrym pomysłem. Kilka centymetrów przed sobą zobaczyła najpiękniejszy uśmiech we wszechświecie.

- Dziękuję, księżniczko. – znów wymruczał, a ona niemal czuła jak ziemia się pod nią zapada. Albo to kolana odmawiały posłuszeństwa? Zresztą, kogo to teraz obchodziło, kiedy przed sobą miała 177 centymetrów czystego piękna? No, ją na pewno nie.

                Właśnie miała otwierać usta, żeby zaskoczyć siebie i jego jakąś błyskotliwą odpowiedzią, ale widać ponad półtora metra piękna miało wobec niej inne plany. Skończyło się na tym, że jedyne co zdołała z siebie wyrzucić to ciche jęknięcie, gdy Daehyun przyparł ją do szafki, pogłębiając pocałunek. Gdzieś w środku miała wrażenie, że jakieś trzydzieści sekund wcześniej myślała coś o reszcie domowników i kuchni, ale usta chłopaka skutecznie uniemożliwiały jej powiązanie tych dwóch faktów. W którymś momencie, zarejestrowała jeszcze, jak czyjeś palce rozwiązują supeł od jej fartucha, który chwilę potem wylądował gdzieś na ziemi. Teraz już dokładnie czuła każdy mięsień jego brzucha, bijące od niego ciepło i ten charakterystyczny zapach perfum Calvina Kleina.

                Nie powinien tego robić, prawda? Jemu też, tak jak Lucy, resztki świadomości podpowiadały, że to nie jest dobry pomysł. Ale co mógł zrobić, kiedy przecież minęły całe trzy tygodnie odkąd ostatnio się widzieli. Wiedział, że była na każdym ich występie, choć nie zawsze mógł dostrzec ją wśród tłumu. I mimo tej wiedzy i praktycznie codziennych rozmów przez telefon, tęsknił za jej obecnością. Za jej uśmiechem, droczeniem, głosem, dotykiem. Dlatego, gdy zobaczył ją w kuchni, w fartuchu Himchana, otoczoną słodkim zapachem świeżego ciasta i tym ślicznym uśmiechem na twarzy…

Westchnęła przez pocałunek, przyprawiając go o dreszcze. Zapomniał, a jego dłonie mimowolnie przesunęły się w dół, powoli, wzdłuż jej talii.

                Potem szmery i dziwny trzask.

- Ale Hyung, jestem głodny! Dlaczego nie chcesz…

Oburzony głos gdzieś przy wejściu do kuchni trochę otrzeźwił ich umysły. Lucy z przestraszoną miną i drżącymi dłońmi, pierwsza spojrzała w stronę korytarza, napotykając równie przerażone spojrzenie maknae i próbującego go przytrzymać Youngjae. Ten drugi stał do nich tyłem, dlatego gdy Zelo nagle zamarł bez ruchu, obejrzał się za siebie. Zrobił wielkie oczy, a potem ku zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych spojrzał na swój telefon.

- Eish! – warknął w stronę młodszego – I przez ciebie nie mam dobrego zdjęcia! – i uderzył wyższego w ramię.

- Słucham? – na jego nieszczęście, pytanie padło z ust Daehyuna.

Tym razem to Jae zamarł. Zerknął na Dae, którego mina wyglądała dość zabawnie, ale i nawet mógłby przyznać, że trochę się jej wystraszył. Inteligentnie, postanowił jednak zignorować jego pytanie.

- No co? Trzeba było połykać sobie twarze w bardziej ustronnym miejscu. A teraz? Zgorszyłeś nam Junhonga! – pokazał na nich palcem, a potem potrząsnął mrugającym oczami Zelo. - I poza tym… hej, czy to sernik?

Daehyun westchnął głęboko. „Tylko spokojnie. Wcale nie chcesz urwać mu głowy. To twój przyjaciel” powtarzał w myślach niczym mantrę, zanim znów uniósł powieki. Kiedy już to zrobił, Youngjae stał zaraz przy nich, próbując palcem pomacać ledwo co wyjęte z piekarnika ciasto. Widząc, jak tylko centymetry dzielą tego niszczyciela romantycznego nastroju od JEGO własnego i osobistego sernika, ręka sama zawisła nad głową Jae. Na całe szczęście dziewczyna była szybsza.

- Ej! Nie ruszaj, jest gorące! – Lucy z rozmachem uderzyła go w dłoń, przy okazji wyswobadzając się z objęć Daehyuna, za co została obrzucona niezadowolonym spojrzeniem i jęknięciem ze strony obu chłopaków.

- Ale jestem głodny! – oburzył się, masując palec.

- Tego nie zjesz, bo będziesz chory, a nie chce mieć na sumieniu niezadowolenia fanek, gdy cię nie będzie na występach. – odparła i przykryła ciasto najbliżej leżącą ścierką. – Macie pełną lodówkę, wybierz coś stamtąd.

- Ale…

Daehyun warknął pod nosem. Youngjae był dla niego jak brat. Naprawdę, uwielbiał spędzać z nim czas, jak i z resztą chłopaków, ale tym razem chciał spędzić czas z Lucy. Nie w trójkę, ani w czwórkę, TYLKO  on i ona. We dwójkę. Dlatego, chyba trochę za mocno pociągnął Jae za rękę, wybrał z lodówki miskę z owocami, a z szafki  wyciągnął ramen i wręczył wszystko przyjacielowi.

- Proszę. Masz, bo reszta też pewnie jest głodna. A teraz z łaski swojej wyjdź, złam nogę i nie wracaj.

Youngjae prychnął, mamrocząc coś pod nosem o niesprawiedliwości tego świata i jak niby mają się najeść jedną paczką ramen, ale na szczęście dla Daehyuna, z ociąganiem ruszył do wyjścia, po drodze zgarniając za sobą maknae. Zanim jednak wyszli, zatrzymał się w przejściu i wskazując palcem na przyjaciela, uśmiechnął się szeroko.

- Zdjęcie pójdzie na Instagrama!

- Jak cię zaraz…! – krzyknął Dae, kiedy tamten zaczął uciekać do salonu.

Już miał za nic biec, przywiązać do krzesła albo chociaż wrzucić ten nieszczęsny telefon do toalety i spuścić wodę co najmniej milion razy, gdy poczuł jak ktoś ciągnie go za rękaw.

- Zostaw go. – Lucy odwróciła go do siebie i pogłaskała po policzku – Wiesz przecież, że żartował.

Daehyun przez chwilę patrzył jej w oczy, w myślach rozważając jeszcze kilka opcji tortur dla Jae, jednak jego ciało szybko poddało się dotykowi Lucy.

- Tak, wiem. – westchnął i wtulił twarz w jej dłoń, czym wywołał u niej delikatny uśmiech – Ale mogłaś mu pozwolić chociaż poparzyć ten palec.

- Daehyun! – uderzyła go w ramię, na co zaraz się zaśmiał i z powrotem przyciągnął ją do siebie.

- Masz rację. – przytaknął, a kiedy zobaczył pytanie w jej oczach, dodał – Nie warto marnować na niego taki dobry sernik.

Wywróciła oczami, ale mimo to uśmiechnęła się, gdy obdarzył ją kolejnym, czułym pocałunkiem.

Sernik stygł, jego księżniczka była uśmiechnięta, chłopcy jedli w salonie, a bokserki nadal leżały w szafce.

Tak. Można by rzec… idealnie?







*pstryk*

*błysk lampy*

- A to pójdzie na twittera!



Cóż.

Chyba jednak nie do końca.
 

1 komentarz:

  1. Masz talent do pisania. I tak ten post wywołał u mnie niezmiernie duży uśmiech, aż żal kończyć tak dobrą lekturę. Powodzenia i idę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń