Rodzaj: oneshot, fluff
Uwagi: Brak, ale mam nadzieję, że ktoś, kto kiedyś tu wejdzie, uśmiechnie się czytając. I to nie tylko na tym shocie, ale i na innych~ Tak, bardzo chcę, żeby ktoś z Was uśmiechnął się choćby dzięki jednemu zdaniu w naszej pracy. Dziękuję :)
_______________
Garnek,
rondel, trzepaczka, sitko, mikser, drewniana łyżka, garnek, garnek i… o!
Kolejny garnek. Maszynka do ryżu, bokserki, miska...
- Co?
Lucy zmarszczyła brwi i cofnęła
się o jedną szafkę. Spojrzała jeszcze raz na jej zawartość i z lekkim
zdziwieniem, – tak, lekkim, bo z tymi chłopakami już nic nie było ją chyba w
stanie bardzo zaskoczyć – wyjęła z niej kawałek materiału w królicze wzorki.
Obejrzała je z każdej strony, kręcąc tylko głową, bo na nic innego nie była się
w stanie zdobyć. Czasami naprawdę zastanawiała się, jakim cudem nie ugotowali
jeszcze swoich ciuchów, a do pralki nie wrzucili ryżu. Ale cóż, całe szczęście,
że bokserki były chociaż wyprane, a przy okazji pomogły jej znaleźć blachę do
ciasta, której tak zawzięcie szukała przez ostatnie dziesięć minut. Blachę
wyjęła, bokserki wrzuciła z powrotem na półkę(bo przecież ani by pomyślała
pozbawić tych sześciu głupków, tak lubianej przez nich czynności, jaką było
sprzątanie) i zadowolona wróciła do swojej pracy.
Co
tak właściwie zamierzała zrobić? Nic wyjątkowego. Zwykły sernik, który odkąd
pamiętała, przygotowywała razem z mamą na święta Bożego Narodzenia. Wprawdzie
teraz był czerwiec, więc ze świętami raczej miało to niewiele wspólnego, ale
kto powiedział, że ciasto trzeba robić raz do roku? Oczywiście na pewno nie
ona, a już tym bardziej nie osoba, dla której owy sernik był przygotowywany.
Otworzyła
piekarnik a po kuchni momentalnie rozniósł się słodki zapach świeżo pieczonego
ciasta. Wyjęła blachę ostrożnie stawiając ją na stole i z dumą spojrzała na
nowe „dzieło”. Nie żeby nie ufała swoim umiejętnościom cukierniczym, ale tym
razem śmiało mogła przyznać, że wypiek wyglądał nadzwyczaj… smakowicie. Teraz
musiał tylko wystygnąć zanim…
Poczuła
delikatne muśnięcie na karku, a uśmiech mimowolnie wkradł się na jej usta. Jej
ciało przeszedł przyjemny dreszcz, a ona sama ostatkiem sił powstrzymała się od
cichego westchnięcia.
- Kiepski z ciebie ninja. –
powiedziała, odkładając parę rękawic na stół.
- A z ciebie wspaniała kucharka –
usłyszała zza swoich pleców.
Zaśmiała się dźwięcznie, gdy obok
blachy jakby znikąd pojawił się chłopak. Nachylił się nad ciastem i wziął
głęboki oddech, delektując się przyjemną wonią. Pokręciła głową na ten widok,
ale uśmiech nie schodził jej z twarzy. Sama lubiła sernik, jednak nie mogło się
to w żadnej mierze równać do miłości jaką darzył to ciasto… jak i w sumie
większość jedzenia na tym świecie, Daehyun. Tak. Niezaprzeczalnie, kochał jeść
wszystko co mu wpadło w ręce. No dobra. Prawie wszystko.
Z
drugiej strony, kiedy tylko sernik pojawiał się na horyzoncie i dostatecznie
blisko jego osoby, to choćby się waliło, paliło albo któryś z chłopaków topił w
toalecie, Daehyun najpierw zajął by się ciastem, a dopiero później całą resztą
świata. Z tego względu bohater byłby z niego marny. Ale Lucy miała swoje sposoby na przypomnienie
chłopakowi o swojej egzystencji. I był to choćby sam fakt, że to ona piekła
najlepsze serniki w Seulu. Oczywiście to było zdanie chłopców, nie jej, ale nie
mogła zaprzeczyć, że ogromnie jej to schlebiało.
- Sernik też się cieszy, że cię
widzi. – odchrząknęła, a kiedy nie otrzymała odpowiedzi, dodała – Jak chcesz
pobyć z nim trochę sam na sam, to ja jak zwykle będę w salonie.
Nie
musiała długo czekać. Właściwie nawet nie zdążyła zrobić dwóch kroków, a ciepłe
dłonie oplotły jej talię, łagodnie przysuwając do siebie. Chcąc nie chcąc,
obróciła się w ramionach chłopaka, stając twarzą w twarz ze swoim wiecznie
głodnym ninja. Powiodła wzrokiem od jego butów, spodni, przez granatowy sweter,
na czapce odwróconej daszkiem do tyłu kończąc. No tak. Czego ona się
spodziewała? Przecież to jasne, że jak zwykle będzie wyglądał lepiej niż
powinien.
- Gdzieś się wybierasz? –
zapytał, uroczo przekrzywiając przy tym głowę.
- Zamierzałam do salonu,
przywitać z resztą. – pokazała na drzwi – A ty czasem nie miałeś ochoty pożreć czegoś wzrokiem? – odparła z sarkazmem
i pokazała mu język.
Zmrużył oczy,
jakby przez chwilę zastanawiając się co właśnie do niego powiedziała. Potem,
bardzo powoli zmierzył ją wzrokiem od dołu do góry, by w końcu z jednym ze
swoich łobuzerskich uśmiechów zatrzymać spojrzenie na jej ustach.
Lucy szybko
zrozumiała swój błąd i interpretację własnych słów w jego głowie. Ech. Głupek.
- Mówiłam o serniku, ninja. –
przyłożyła mu rękawicą w ramię.
Teraz to on zaśmiał się na widok
tych uroczych, choć marnych, prób uszkodzenia go kawałkiem materiału. Naprawdę
nie zamierzał jej denerwować już na wejściu i na pewno po ciężkiej pracy jaką
włożyła w upieczenie ciasta, ale jej słowa same prosiły się o choćby najmniejszy
komentarz.
- Oj, spokojnie. – przyciągnął ją
do siebie, odgarniając niesforny kosmyk z jej twarzy – Nie wiesz, że złość
piękności szkodzi? – mruknął tuż przy jej uchu, za co usłyszał ciche
prychnięcie. Rzecz jasna, nie mógł zostawić swojej księżniczki w złym humorze.
A co jeśli już nie upiekłaby mu więcej sernika? Nie, na to nie mógł sobie
pozwolić, dlatego nachylił się i równie delikatnie jak poprzednio, musnął
ustami jej szyję.
Westchnęła.
Przeklęte westchnięcie, które nie miało prawda się z niej wydostać. Szlag by
to! Pierwszy raz naprawdę chciała, żeby chłopak zainteresował się sernikiem, a
nie nią. A przynajmniej nie tutaj i nie w tej chwili, kiedy każdy z reszty chłopaków
może sobie wparować do kuchni jak gdyby nigdy nic.
Otworzyła
oczy, które nawet nie miała pojęcia kiedy tak właściwie zamknęła, co wcale nie
okazało się być dobrym pomysłem. Kilka centymetrów przed sobą zobaczyła najpiękniejszy
uśmiech we wszechświecie.
- Dziękuję, księżniczko. – znów
wymruczał, a ona niemal czuła jak ziemia się pod nią zapada. Albo to kolana
odmawiały posłuszeństwa? Zresztą, kogo to teraz obchodziło, kiedy przed sobą
miała 177 centymetrów czystego piękna? No, ją na pewno nie.
Właśnie
miała otwierać usta, żeby zaskoczyć siebie i jego jakąś błyskotliwą odpowiedzią,
ale widać ponad półtora metra piękna miało wobec niej inne plany. Skończyło się
na tym, że jedyne co zdołała z siebie wyrzucić to ciche jęknięcie, gdy Daehyun
przyparł ją do szafki, pogłębiając pocałunek. Gdzieś w środku miała wrażenie,
że jakieś trzydzieści sekund wcześniej myślała coś o reszcie domowników i
kuchni, ale usta chłopaka skutecznie uniemożliwiały jej powiązanie tych dwóch
faktów. W którymś momencie, zarejestrowała jeszcze, jak czyjeś palce rozwiązują
supeł od jej fartucha, który chwilę potem wylądował gdzieś na ziemi. Teraz już
dokładnie czuła każdy mięsień jego brzucha, bijące od niego ciepło i ten
charakterystyczny zapach perfum Calvina Kleina.
Nie
powinien tego robić, prawda? Jemu też, tak jak Lucy, resztki świadomości
podpowiadały, że to nie jest dobry pomysł. Ale co mógł zrobić, kiedy przecież
minęły całe trzy tygodnie odkąd ostatnio się widzieli. Wiedział, że była na
każdym ich występie, choć nie zawsze mógł dostrzec ją wśród tłumu. I mimo tej
wiedzy i praktycznie codziennych rozmów przez telefon, tęsknił za jej
obecnością. Za jej uśmiechem, droczeniem, głosem, dotykiem. Dlatego, gdy
zobaczył ją w kuchni, w fartuchu Himchana, otoczoną słodkim zapachem świeżego
ciasta i tym ślicznym uśmiechem na twarzy…
Westchnęła przez pocałunek,
przyprawiając go o dreszcze. Zapomniał, a jego dłonie mimowolnie przesunęły się
w dół, powoli, wzdłuż jej talii.
Potem
szmery i dziwny trzask.
- Ale Hyung, jestem głodny!
Dlaczego nie chcesz…
Oburzony głos gdzieś przy wejściu
do kuchni trochę otrzeźwił ich umysły. Lucy z przestraszoną miną i drżącymi
dłońmi, pierwsza spojrzała w stronę korytarza, napotykając równie przerażone
spojrzenie maknae i próbującego go przytrzymać Youngjae. Ten drugi stał do nich
tyłem, dlatego gdy Zelo nagle zamarł bez ruchu, obejrzał się za siebie. Zrobił
wielkie oczy, a potem ku zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych spojrzał na swój
telefon.
- Eish! – warknął w stronę
młodszego – I przez ciebie nie mam dobrego zdjęcia! – i uderzył wyższego w
ramię.
- Słucham? – na jego
nieszczęście, pytanie padło z ust Daehyuna.
Tym razem to Jae zamarł. Zerknął
na Dae, którego mina wyglądała dość zabawnie, ale i nawet mógłby przyznać, że
trochę się jej wystraszył. Inteligentnie, postanowił jednak zignorować jego
pytanie.
- No co? Trzeba było połykać
sobie twarze w bardziej ustronnym miejscu. A teraz? Zgorszyłeś nam Junhonga! –
pokazał na nich palcem, a potem potrząsnął mrugającym oczami Zelo. - I poza
tym… hej, czy to sernik?
Daehyun westchnął głęboko. „Tylko
spokojnie. Wcale nie chcesz urwać mu głowy. To twój przyjaciel” powtarzał w
myślach niczym mantrę, zanim znów uniósł powieki. Kiedy już to zrobił, Youngjae
stał zaraz przy nich, próbując palcem pomacać ledwo co wyjęte z piekarnika
ciasto. Widząc, jak tylko centymetry dzielą tego niszczyciela romantycznego
nastroju od JEGO własnego i osobistego sernika, ręka sama zawisła nad głową
Jae. Na całe szczęście dziewczyna była szybsza.
- Ej! Nie ruszaj, jest gorące! –
Lucy z rozmachem uderzyła go w dłoń, przy okazji wyswobadzając się z objęć Daehyuna,
za co została obrzucona niezadowolonym spojrzeniem i jęknięciem ze strony obu
chłopaków.
- Ale jestem głodny! – oburzył
się, masując palec.
- Tego nie zjesz, bo będziesz
chory, a nie chce mieć na sumieniu niezadowolenia fanek, gdy cię nie będzie na
występach. – odparła i przykryła ciasto najbliżej leżącą ścierką. – Macie pełną
lodówkę, wybierz coś stamtąd.
- Ale…
Daehyun
warknął pod nosem. Youngjae był dla niego jak brat. Naprawdę, uwielbiał spędzać
z nim czas, jak i z resztą chłopaków, ale tym razem chciał spędzić czas z Lucy.
Nie w trójkę, ani w czwórkę, TYLKO on i
ona. We dwójkę. Dlatego, chyba trochę za mocno pociągnął Jae za rękę, wybrał z
lodówki miskę z owocami, a z szafki wyciągnął ramen i wręczył wszystko
przyjacielowi.
- Proszę. Masz, bo reszta też
pewnie jest głodna. A teraz z łaski swojej wyjdź, złam nogę i nie wracaj.
Youngjae
prychnął, mamrocząc coś pod nosem o niesprawiedliwości tego świata i jak niby
mają się najeść jedną paczką ramen, ale na szczęście dla Daehyuna, z ociąganiem
ruszył do wyjścia, po drodze zgarniając za sobą maknae. Zanim jednak wyszli,
zatrzymał się w przejściu i wskazując palcem na przyjaciela, uśmiechnął się
szeroko.
- Zdjęcie pójdzie na Instagrama!
- Jak cię zaraz…! – krzyknął Dae,
kiedy tamten zaczął uciekać do salonu.
Już miał za nic biec, przywiązać
do krzesła albo chociaż wrzucić ten nieszczęsny telefon do toalety i spuścić
wodę co najmniej milion razy, gdy poczuł jak ktoś ciągnie go za rękaw.
- Zostaw go. – Lucy odwróciła go
do siebie i pogłaskała po policzku – Wiesz przecież, że żartował.
Daehyun przez chwilę patrzył jej
w oczy, w myślach rozważając jeszcze kilka opcji tortur dla Jae, jednak jego
ciało szybko poddało się dotykowi Lucy.
- Tak, wiem. – westchnął i wtulił
twarz w jej dłoń, czym wywołał u niej delikatny uśmiech – Ale mogłaś mu
pozwolić chociaż poparzyć ten palec.
- Daehyun! – uderzyła go w ramię,
na co zaraz się zaśmiał i z powrotem przyciągnął ją do siebie.
- Masz rację. – przytaknął, a
kiedy zobaczył pytanie w jej oczach, dodał – Nie warto marnować na niego taki
dobry sernik.
Wywróciła oczami, ale mimo to
uśmiechnęła się, gdy obdarzył ją kolejnym, czułym pocałunkiem.
Sernik stygł, jego księżniczka
była uśmiechnięta, chłopcy jedli w salonie, a bokserki nadal leżały w szafce.
Tak. Można by rzec… idealnie?
*pstryk*
*błysk lampy*
- A to pójdzie na twittera!
Cóż.
Chyba jednak nie do końca.
Masz talent do pisania. I tak ten post wywołał u mnie niezmiernie duży uśmiech, aż żal kończyć tak dobrą lekturę. Powodzenia i idę czytać dalej.
OdpowiedzUsuń