Rodzaj: oneshot, fluff(?)
Uwagi: Bardzo krótkie~
___________________
Mocny, acz ciepły powiew wiatru wkradł się na łąkę,
uginając swoją siłą wysokie, jasno zielone trawy. Korony drzew z otaczającego
ich lasu wydały charakterystyczny szum, kiedy liście drżały jeden po drugim, w
harmonii, a jednocześnie dając wrażenie następującego kanonu. Gdzieś pośród tej
ogromnej gęstwiny, ptaki dawały o sobie znać swoimi wiosennymi trelami, a
dzięcioł zawzięcie stukał w starą, zdartą korę, bez żadnej przerwy od samego
wschodu słońca.
Leżała na miękkim kocu, po środku tego małego,
zielonego nieba, wsłuchując się w otaczające dźwięki natury. Już dawno
przymknęła powieki, a twarz przykryła słomianym kapeluszem, chroniąc tym siebie
od zbyt intensywnych, jednak niezmiernie przyjemnych promieni słońca.
Rozkoszowała się każdą mijającą sekundą, próbując ignorować łaskotanie w
okolicy kostki. Nie było intensywne, ledwo wyczuwalne, tak, jak w chwili gdy
przysiada na tobie motyl i muska skórę kruchymi skrzydełkami. Tylko ten motyl,
jak na złość, postanowił zrobić sobie spacer, skutecznie odwracając uwagę od
relaksującej muzyki lasu. Z kostki, ni stąd ni z owąd, ruszył przez łydkę,
kolano, aż dotarł do wnętrza uda. Wstrzymała oddech, próbując nie zadrżeć i
uspokoić serce, które nagle przyspieszyło tempa, choć gęsia skórka i tak
skutecznie dawała znać, z jaką mocną na ten lekki dotyk reaguje jej ciało.
Motyl, tym razem musnął
skrzydełkami dłoń, pozwalając by mogła dotlenić płuca. Zatrzymał się na dłużej
przy palcu serdecznym, wywołując delikatny uśmiech na jej twarzy, gdy poczuła
ciepły, miękki dotyk przy jego podstawie. Motyl nie zatrzymał się jednak na
długo i zaraz powiódł do nadgarstka, wewnętrznej strony przedramienia, przez
ramię… Nie wytrzymała. Próbowała powstrzymać, mimowolnie wkradający się na jej
usta uśmiech, ale tutaj był jej słaby punkt. Zachichotała cicho i złapała
dłonią tą drugą, większą i cieplejszą, zatrzymując tym samym w połowie drogi do
jej obojczyków.
- Przegrałaś. – usłyszała
rozbawiony głos, w tym samym czasie jak duża dłoń, pogłaskała tą jej.
- To nie fair, że ty zostałeś
pozbawiony łaskotek, gdzie ja mam ich najwięcej. – odparła naburmuszona spod
swojego kapelusza.
Radosny śmiech, który tak
uwielbiała, przerwał melodię płynącą z lasu, a potem wcześniej wspomniany
kapelusz wylądował na trawie obok nich. Zamrugała kilkakrotnie, przyzwyczajając
oczy do promieni, gdy cień, a jednocześnie słońce jaśniejsze niż to na niebie,
znalazło się tuż nad jej twarzą.
- Trzeba było nie zdradzać
wrogowi swoich słabych punktów.
Prychnęła, uderzając to zbyt
pewne siebie słońce w klatkę piersiową, co rozbawiło go jeszcze bardziej. Na
jej nieszczęście był odrobinę silniejszy, więc nim się obejrzała, ręce
rozłożone miała po swoich bokach i stanowczo przygwożdżone do wełnianego koca.
- I co teraz? – wymruczał,
wywołując dreszcze na całym jej ciele.
Mimo to starała się być silna,
choć i ona i on, wiedzieli, że jak tak dalej pójdzie, wystarczy jeden, kolejny
ruch, a polegnie.
Znowu.
Prędzej niż by chciała.
Odległość między ich twarzami
nagle zrobiła się dziwnie mała, wręcz przestała istnieć, bo o braku przestrzeni
osobistej to już nawet nie było co wspominać. Pomyślała, że wydostanie jednej z
dłoni byłoby całkiem niezłym pomysłem, jednak jego wzrok i bijące od ciała
ciepło, skutecznie odwracało jej uwagę od jakichkolwiek prób wydostania się z
żelaznej pułapki jego ramion.
- Nie chcesz wiedzieć, co
byłoby dalej? – zapytał, z łobuzerskim uśmiechem spoglądając na jej usta, a
dłonią przejechał wzdłuż jej przedramienia. Zachłysnęła się powietrzem i mogłaby
przysiąc, że wraz z tym uśmiechem, temperatura skoczyła o co najmniej dziesięć
stopni. Nawet nie musiała zgadywać, że na jej okropnie palących w tej chwili
policzkach, widnieje teraz bardziej niż zawstydzający, ogromny rumieniec.
- Torturujesz mnie. –
wydusiła, o wiele słabiej i ciszej niż zamierzała.
- Ja? – podniósł wzrok znad
jej ust, jednak wciąż czuła jego obezwładniający oddech na swoim policzku.
Pochylił się nad jej szyją, składając pocałunek tuż za jej uchem, na obojczyku,
ramieniu…
- Youngjae…
Jęknęła, kiedy jej ciało
wstrząsnął kolejny, wręcz błagalny dreszcz. Cholera. A wierzyła, że po tych
kilku latach, w końcu się do tego przyzwyczai. Do zapachu, pocałunków, dotyku,
spojrzenia… Stanowczo się przeliczyła.
Czuła, jak ogień, który
jeszcze chwilę temu ledwo tlił się gdzieś w środku, teraz pochłania jej ciało w
niepowstrzymanym płomieniu. Zakręciło jej się w głowie, gdy owionął ją
charakterystyczny zapach perfum i to okropne gorąco. Ucałował kącik jej ust,
kiedy ponownie wbił w nią swoje ciemne, głębokie spojrzenie.
- Czy naprawdę uważasz to za
tortury?
Otworzyła usta, chcąc
odpowiedzieć, ale ostatecznie nie wydała z siebie żadnego dźwięku. No, może
prócz cichego westchnięcia, czując palący dotyk dłoni wzdłuż talii i idealnie
pełne usta, odbierające ostatnią cząstkę silnej woli, w gwałtownym pocałunku.
Tak.
To były tortury.
Najprzyjemniejsze tortury na
świecie.
__________________
Strasznie podoba mi się klimat jaki panuje na tym blogu. :)
OdpowiedzUsuńŚwietne scenariusze! <3 Czytam wszystkie, choć znam tylko chłopców z EXO. ;) Czekam na więcej!